Zarówno niezgoda jak i akceptacja zmieniają nasz organizm

Wszelkie nieprzyjemne odczucia są niczym więcej jak wyraźnym przypomnieniem, że nie jesteś do końca szczery z samym sobą – przeczytałam w jednej z książek motywacyjnych. Lubię czasem zajrzeć do księgarni do działu “rozwój osobisty”, bo przyznam szczerze że tego typu lektury potrafią mnie naładować pozytywnie. Tym razem postanowiłam wynieść ze sobą ten ważny cytat. Możecie się śmiać, ale podpiszę się pod tym stwierdzeniem wszystkimi kończynami! W końcu zarówno niezgoda jak i akceptacja potrafią zmienić nas i nasz organizm.

Choroba zaczyna się od niezgody…

Taką teorię wyniosłam ze swojego domu rodzinnego. Kiedy źle się czułam, mój tata zawsze powtarzał co znowu narobiłaś, komu sprawiłaś przykrość? Kiedy wkroczyłam w dorosłość z podobnym przekonaniem – wszyscy znajomi pukali się w czoło. Całkowicie się im nie dziwię – to jest trochę dziwaczne…

Cytat z księgarni przypomniał mi o wielu sytuacjach z mojego życia, kiedy rzeczywiście brak szczerości i miłości do samego siebie doprowadziło mój organizm do skrajnego wyczerpania i choroby.

Po burzliwym rozstaniu z facetem i kilogramach żalu wymieszanego z nienawiścią wystarczyły dwa tygodnie, aby moja kobiecość wyprodukowała chorobę. Wtedy po raz pierwszy zrobiłam markery nowotworowe i zrobiłam rachunek sumienia – czy jestem wobec siebie szczera? Byłam zraniona i wściekła. Nie ma nic złego w żałobie, to bardzo potrzebny proces – jednak jak wszystko – musi minąć. Jak szkodliwe jest trzymanie w sobie żalu? Bardzo.

Nie byłam wobec siebie szczera. Nienawidziłam całego świata, każdy dzień zaczynałam i kończyłam od życzenia najgorszego swojemu partnerowi. Tak bardzo zakotwiczyłam się w negatywnych emocjach, że mój organizm zareagował na wszystko chorobą. Brzmi jak szamanizm? Tak, ale pamiętając, że na ten temat zostały już zrobione badania postanowiłam poszukać…

Nienawidzisz? Zapraszasz do siebie chorobę…

W 1989 roku James Gross z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley opublikował podsumowanie wyników osiemnastu odrębnych badań naukowych w kwestii rozwoju nowotworu. Na przestrzeni około 30 lat obserwował powstawanie złośliwych guzów i wskazał wyraźny związek łączący tłumienie negatywnych emocji z rozwojem choroby. Jednym z badań było porównywanie typów osobowości pacjentów i powiązanie ich z rozwinięciem się różnych form raka.

Okazało się, że rozwój choroby następował najszybciej u osób charakteryzujących się wysokim poziomem skrywanego niepokoju i udających, że wszystko jest w porządku zamiast wyrażać swoje zmartwienia i rozładowywać je.
Inne raporty medyczne wskazywały zaś, że wyrażanie emocji wręcz przedłużało życie chorującym na nowotwór. Kiedy grupę chorujących na raka piersi kobiet zaproszono do uczestnictwa w terapii oraz codziennych sesji i rozmów okazało się, że pozytywne efekty są widoczne były szybciej niż to się wszystkim wydawało. Dzięki wsparciu kobiety żyły prawie dwa razy dłużej niż te które zamknięte w sobie nie dawały upustu złości i frustracji.

Zarówno niezgoda jak i akceptacja zmieniają nasz organizm
Przyjmijmy do wiadomości, że skutki naszych myśli są potężne – i mogą wpłynąć na nasze geny. Dokładnie tak – określony gen, który mógłby wywołać chorobę albo cię przed nią uchronić może zostać aktywowany bądź dezaktywowany w zależności od tego w jaki sposób przetwarzasz swoje codzienne doświadczenia życiowe…

Interpretujemy to co widzimy

W 2005 roku przeprowadzono badanie gdzie ludziom pokazywano zdjęcia wywołujące przeważnie negatywne reakcje – np. zdjęcia ofiar poparzenia. Kiedy tłumaczono badanym, że zdjęcia nie przedstawiają ofiar, a jedynie aktorów ucharakteryzowanych do roli, to poziom negatywnych emocji ulegał znacznemu obniżeniu. Na podstawie skanów rezonansu magnetycznego wykazano, że w zależności od tego co myślano patrząc na określoną fotografię – powstawały rzeczywiste zmiany zachodzące w mózgu.

W życiu codziennym często interpretujemy – zarówno to co widzimy jak i to czego doświadczamy – w oparciu o nasze wcześniejsze założenia. Nierzadko jednak te założenia są tylko naszymi założeniami. Nie znamy faktycznej prawdy, nakręcamy nasze ciało, umysł i emocje w konkretnym kierunku wierząc, że to co myślimy jest materialne i rzeczywiste. Jeśli nasze założenia są negatywne – nie da się wtedy uciec od negatywnych stanów w ciele i umyśle.

Zarówno niezgoda jak i akceptacja zmieniają nasz organizm
Oczywiście – jako ludzie nie jesteśmy w stanie całkowicie wyeliminować z naszego życia nagłej złości, stresu czy zdenerwowania. W końcu musimy żyć! Ale najważniejszą kwestią jest to, jak sobie radzimy z każdą negatywnością w naszym życiu. Czy dajemy jej upust? Jeśli codzienny fizyczny brud zmywamy pod prysznicem, jak pozbywamy się naszego umysłowego brudu? Ile czasu poświęcamy oczyszczaniu naszego mózgu, świadomemu oddychaniu i odpoczynkowi?

Niektórzy ludzie stosują codzienne afirmacje żeby podtrzymywać pozytywne myślenie. Jedną ze znanych jest ta ułożona przez francuskiego psychoterapeutę Emile Coue: Z każdym dniem, pod każdym względem, czuję się coraz lepiej. Badania wykazały, że dzięki powtarzanym afirmacjom jesteśmy w stanie sami wzmocnić swój układ odpornościowy.

Akceptacja ma pozytywny wpływ

Okej – radosne i pozytywne spojrzenie na życie może być źródłem dobrego zdrowia, ale konsekwentne pozytywne podejście i nastawienie nie zawsze jest takie łatwe. Niestety, przeważnie w naszych umysłach panuje chaos, nasze myśli nieustannie skaczą z tematu na temat, a nastroje ciągle ulegają zmianie. Chaotyczny stan umysłu niestety zawsze ma odzwierciedlenie w naszym zdrowiu…

W trakcie medytacji nasze ciało się uspokaja, funkcje naszego organizmu stają się bardziej spójne i zdrowiejemy. Regularna medytacja pozwala zachować ten stan…

Kiedy dzieci cierpiące na ADHD nauczono medytacji naukowcy odkryli, że zwykłe siedzenie z zamkniętymi oczami i koncentrowanie się na określonym słowie przez dziesięć minut, dwa razy dziennie – potrafi zdziałać cuda. U dzieci zaczęto odnotowywać obniżenie poziomu stresu o połowę, a wiele z nich stwierdziło, że czuje się spokojniejszymi i lżejszymi.

Pod wpływem stresu psychicznego i emocjonalnego nasze ciało dosłownie zużywa się. Stres przyspiesza starzenie się i doprowadza do spadku poziom niektórych ważnych hormonów – w tym DHEA – hormonu który odpowiedzialny jest za pamięć i chroni nasz mózg przed uszkodzeniem. Regularna medytacja nie tylko sprawia, że zaczynamy lepiej radzić sobie ze stresem, ale także zwiększa poziom DHEA w naszym organizmie. Co (jak jest naukowo udowodnione) prowadzi do spadku zapadalności na choroby serca (ok. 48%). Odkryto, że u medytujących 45-latków poziom DHEA jest o 23% większy niż u ich niemedytujących rówieśników…

Kiedy kochamy siebie świat zaczyna się układać…

Jeśli wszyscy ludzie mają coś wspólnego – to mam wrażenie, że jest to odrobienie lekcji akceptacji i kochania siebie. Wszyscy musimy przez nią przejść i wszyscy musimy zdać egzamin – a stopnie trudności są różne…

Zarówno niezgoda jak i akceptacja zmieniają nasz organizm

Widzieliście kiedyś szczęśliwego człowieka? Jest promienny, przychodzi do niego wszystko co dobre. Oczywiście – życiowe okoliczności nie wszystkich rozpieszczają, czasem wyjątkowym wyzwaniem jest bycie szczęśliwym kiedy dookoła wszystko zamienia się w gruzowisko.

Zaryzykuję tym stwierdzeniem, że kiedy kochamy siebie to świat zaczyna się układać. Być może powiecie, że zbyt długo czasu spędziłam w dziale książek motywacyjnych, ale co zaszkodzi spróbować? Skoro Pascal bardzo dawno temu doszedł do wniosku, że warto wierzyć w Boga (jeśli go nie ma – nic nie tracimy, a jeśli jest – tylko możemy zyskać) to ja wzorem Pascala dodam – zaakceptuj to co przychodzi – możesz tylko zyskać.


Zdjęcia:
Andreas Weiland on Unsplash
Alessandro Sicari on Unsplash
Jakob Owens on Unsplash
Letizia Bordoni on Unsplash
5 komentarzy Dodaj swoje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *