Dlaczego warto mieć swoje “guilty pleasure”?

Filmiki z kotami na facebooku, czytanie opowiadań typu fan-fiction na Wattpadzie i oglądanie serialu “Przyjaciele” po raz 328 w swoim życiu… Kostka czekolady, mała popołudniowa kawa latte o której nikt nie wie i frytki. Warto mieć swoje guilty pleasure, czyli małe przyjemności o których nie wie cały świat.

Być może pisanie o swoich guilty pleasure sprawi, że przestaną one nimi być, ale mimo wszystko zaryzykuję. Wydaje mi się, że to ważny temat. Niby wolno nam wszystko, ale kiedy moje koleżanki dowiedziały się, że czasem lubię poczytać sobie tandetne romansidła na Wattpadzie, zaczęły kręcić nosem. Wydawało mi się, że łączenie popkultury z poczuciem winy już dawno zatarło się w okolicach rosnącej popularności filmów Marvela i “50 twarzy Greya”, a jednak nie.

Guilty pleasure – nasza mała, wstydliwa przyjemność

Według definicji guilty pleasure to tak zwana wstydliwa i skrywana przyjemność. Coś, czego – jak czujemy – nie powinniśmy, albo nie wypada nam lubić. Mimo tego chętnie sięgamy po guilty pleasure – bo chociaż jest żałosne i żenujące to sprawia nam przyjemność i zmienia nasz świat na bardziej radosny. Nie chwalimy się tym, że skrycie czytamy plotkarskie portale, a wieczorami śledzimy badziewne show – a jeśli już powiemy o nim głośno – to nie każdemu. W końcu niewielu z nas przyzna się też do zjedzenia całego tortu za jednym razem…

Po raz pierwszy określenia guilty pleasure użyto w dzienniku “New York Times” w 1860 roku w kontekście… domu publicznego. Obecnie określenie to ma już wiele kontekstów. Naszą wstydliwą przyjemnością może być moda, jedzenie, czy kultura. W odniesieniu do tej ostatniej grupy,guilty pleasure to najczęściej łatwa i lekka rozrywka, po której nie spodziewamy się zbyt wiele. Często nawet zdajemy sobie sprawę, że konkretny film czy serial jest słabej jakości – ale chętnie po niego sięgamy. Guilty pleasure to kinowe blockbustery, bardzo popularne seriale, wysokonakładowe powieści i muzyka która łatwo wpada w ucho.

Dlaczego warto mieć swoje guilty pleasure?

Dlaczego guilty pleasure jest guilty?

W gruncie rzeczy – moglibyśmy zapytać – dlaczego wstydzimy się pewnych rzeczy? Według psychologii (a posiłkuję się artykułem Maryanne Fisher “Why It’s Good to Feel Guilty“) odczuwamy winę, ponieważ czujemy, że nasza mała przyjemność może zaszkodzić naszej pozycji społecznej bądź pozycji w grupie. Mimo wszystko robimy to, ponieważ czerpana przyjemność znacznie przeważa nad częścią winy. Jednak wina nie jest łatwa do przełknięcia – czujemy wtedy, że jeśli chcemy utrzymać naszą pozycję i akceptację w grupie będziemy musieli zaangażować się w działania reparacyjne. Zjedliśmy całe ciasto w pojedynkę? Ups, następnego dnia będzie prześladowało nas widmo głodówki albo dodatkowych ćwiczeń na siłowni.

Dlaczego jednak mamy czuć się winni, że z wypiekami na twarzy czytaliśmy “50 twarzy Greya”, albo oglądaliśmy “Modę na Sukces”? Boimy się oceny innych, a z tych konkretnych działań nie czujemy się wcale dumni.

Warto mieć guilty pleasure!

Przyznam się wam do czegoś. Uwielbiam oglądać nową Dynastię. Kiedyś włączyłam ją podczas pakowania się na długą podróż. Wyrzuciłam wszystko z szafy – prasowałam, składałam i przyszywałam brakujące guziki. Włączyłam wtedy Dynastię, jako że potrzebowałam czegoś co będzie gadało w tle, a nie zajmowało mojej uwagi. Dzisiaj oglądanie tego serialu na Netflixie jest moim rytuałem. Odcinki pojawiają się co sobotę, więc raz w tygodniu. Przyrządzam sobie wtedy pyszne śniadanie i rezerwuję 40 minut dla siebie. Czy znajomym dziennikarzom, których spotykam na pokazach prasowych przyznałabym się, że regularnie oglądam ten serial? NIGDY! (Właśnie to zrobiłam, nie mówcie nikomu!) Mimo wszystko jednak uwielbiam swoją bezpieczną, odprężającą odskocznię, która pozwala mi uwolnić się od stresu. Okej – Dynastia nie jest najlepszym serialem, a rodzina Carringtonów to jakaś karykatura… Ale naprawdę jestem ciekawa, co wydarzy się dalej!

Dlaczego warto mieć swoje guilty pleasure?

Czy w ten sposób marnujemy swój czas?

Tak, pewnie tak. Jednak jeśli nie spędzimy całego dnia w łóżku oglądając cholerną Dynastię to chyba nic nam się nie stanie. Guilty pleasure to nasz współczesny sposób na całkowite odpuszczenie sobie – a tego bardzo potrzebujemy, aby zachować zdrowie psychiczne. Nie da się ukryć, że żyjemy w ciągłym biegu, wypełniamy swoje kalendarze po brzegi i ignorujemy kiedy nasz organizm jedzie na rezerwach. Na dodatek guilty pleasures w jakiś sposób przypominają nam kim naprawdę jesteśmy – co nas w głębi serca wzrusza i śmieszy.Oglądam Dynastię i tak – jestem cholernie niepoprawną romantyczką. Chociaż sporo piszę o filmach, to lubię też proste historie. Bo w małych dawkach jakoś mnie… ładują. Na dodatek – tak naprawdę chyba za bardzo siebie lubię, żeby odmówić sobie tego jednego odcinka na tydzień.

A jakie Wy macie guilty pleasure?


Zdjęcia:
Vicko Mozara on Unsplash
Sherman Yang on Unsplash
Brooke Lark on Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *