A co gdyby rzucić wszystko i wyjechać…

Zawsze powtarzam, że pokora jest w codzienności. W tym żeby codziennie wstać z łóżka i zrobić to samo. Pokora jest w oszczędzaniu, spokoju i siedzeniu w jednym miejscu. A ja chyba mam dość pokory.

Gdzie nas tak goni? Świat przerażająco się zmniejszył

Brat mojego dziadka nadal mieszka we wsi w której się urodził. To niewielka wioska na Podlasiu – kilka kilometrów obok Bielska Podlaskiego. Obok drewnianego domu rodzinnego wybudował swój własny – murowany i spędził tam całe swoje życie. Kilka miesięcy temu go odwiedziłam. Kiedy dowiedział się, że mieszkam w Warszawie powiedział, że był tam dwa razy. Raz nawet odbierał medal za zasługi pracownicze. To wielkie miasto dodał z powagą.

Poczułam się głupio. Warszawa jest dla mnie mała. W czerwcu 2018 roku byłam służbowo w USA – odwiedzając Waszyngton i Nowy Jork. Kilka miesięcy później zostałam wysłana do Skopje w Macedonii. Potrafię pojechać na jeden dzień do Krakowa, Lublina czy Łodzi. Polska wydaje mi się wtedy mała. Pomyślałam, że chociaż przejechałam już tysiące kilometrów, to w przeciwieństwie do ukorzenionego brata mojego dziadka brakuje mi czegoś bardzo ważnego –samoświadomości i pokory. Tak strasznie go za to podziwiam.

A co gdyby rzucić wszystko i wyjechać...

Szukamy samych siebie, czy uciekamy?

Zbliżam się do 30stki i chyba nie wiem kim jestem stwierdziłam ostatnio siedząc na kawie z koleżanką. Nie mam czegoś takiego jak stała praca. Kilka miesięcy temu rzuciłam korporację (gdzie dowiedziałam się o sobie jednego: nienawidzę korporacji) i pozostaję tzw. freelancerem. Dużo martwię się o to jak przeżyć do kolejnego zlecenia i nie wiem kiedy to się zmieni. Nie mam dzieci, faceta i mieszkania na kredyt, więc nie jestem statystyczną Polką. Chociaż w Warszawie nie trzyma mnie zbyt wiele, to siedzę tutaj z braku lepszego pomysłu. Czy to tak zawsze będzie wyglądało? To ta legendarna dorosłosć? Dlaczego ciągle mi czegoś brakuje, dlaczego ciągle czuję, że jeszcze nie wiem?

Spojrzałam w kalendarz. Razem ze styczniem 2020 kończę ważny projekt. Oznacza to, że w lutym 2020 nie będę miała żadnych zobowiązań. Zaczęłam fantazjować – co gdyby opuścić mieszkanie, zrzucić swoje rzeczy do domu rodzinnego i zniknąć?

Czy to będzie szukanie samego siebie czy ucieczka?

Choroba naszych czasów

Mojego dziadka nikt nie pytał gdzie chce iść na studia. Mój dziadek nawet nie ma matury, bo poszedł od razu do pracy. Całe życie był kierowcą.

Ja miałam możliwość wyjechania z rodzinnego miasta i podążania za swoimi pasjami. Nikt nie wskazywał mi drogi, więc długo błądziłam próbując różnych rzeczy. Poświęcałam się swoim projektom, narażałam siebie samą na przeróżne niestabilności i szłam do przodu. Moim powiedzeniem było chciałabym nic nie chcieć – bo ciągle za czymś goniłam. Czy ten głód kiedyś się kończy – czy to choroba millenialsów?

Pokora czy strach?

Zawsze powtarzam, że pokora jest w codzienności. W tym żeby codziennie wstać z łóżka i zrobić to samo. Pokora jest w oszczędzaniu, spokoju i powiedzeniu sobie jestem szczęśliwa. Próbuję wystawić siebie na lekcję pokory od dawna.

Jednak kilka tygodni coś się we mnie przełamało. Mam ochotę ugryźć pokorę i powiedzieć jej spadaj. Przestała działać, a ja zaczęłam się zastanawiać dlaczego wkładam tyle energii w przetrwanie. Tak bardzo skupiłam się na tym żeby jakoś to było, że całkowicie straciłam apetyt do wszystkiego. Nie mam planów, nie mam niczego na co wyczekuję.

Mimo fantazji o wyprawie w nieznane, zamieszkaniu na odludziu i całkowitej zmianie swojego życia, boję się tego jak cholera. Nie boję się latać samolotem, ale bardzo boję się tego co będzie jak wyląduję gdzieś całkowicie sama. Strach przed tym, że mogę coś przegapić sprawia, że nic nie robię… Jak go przełamać?

A co gdyby rzucić wszystko i wyjechać...

Najlepsze jest poza naszą sferą komfortu

Jeszcze nie zapłaciłam czynszu za mieszkanie w tym miesiącu (mam czas!), ale pomyślałam, że odłożę pierwsze 50 złotych do słoika. Za jakiś czas, jak już uzbieram odpowiednią sumę kupię bilet lotniczy na inny kontynent. Marzy mi się, żeby zobaczyć jak bardzo zniszczone są Indie, napisać blogowy post z Nowej Zelandii i zrobić masę zdjęć w Meksyku. Dlaczego nie? Może w tym też jest jakaś pokora?


2 komentarze Dodaj swoje
  1. Świetny wpis, rzeczywistości człowiek myśli i żyje w takim miejscu gdzie obecnie jest to już. Jeden na wsi drugi w “wielkim mieście”. Ja żyję w sielskich klimatach i wcale mi nie spieszno do wielkomiejskich obyczajów. To jest mój wybór i tu jestem szczęśliwa. 😉

    1. Ja przyznam szczerze jestem trochę rozdarta – bo tylko poza miastem ładuję baterie, ale nie jestem w stanie wytrzymać zbyt długo bez miasta 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *