Wyprowadzka z domu: kiedy wyfrunąć z gniazda?

Kiedy powinien nadejść ten moment kiedy pisklak przestaje być pisklakiem i wyfruwa z rodzinnego gniazdka? Czy wyprowadzka z domu jest traumatyczna? Inspiracją do tego wpisu jest moja ostatnia rozmowa z koleżanką z licealnej ławki.

Marta niedługo skończy 28 lat. Jej siostra, Monika – 29. Marta wyprowadziła się z domu cztery lata temu. Mieszka w innym mieście i obecnie tworzy udany związek z poznanym na studiach facetem. Tworzy z nim nawet oddzielne ognisko domowe oraz twierdzi, że nie ma opcji aby dała radę zamieszkać znowu w domu rodzinnym. Bo nawet w kuchni, woli jak przyprawy stoją po jej myśli.

Monika nigdy nie doświadczyła wyprowadzki z domu – nawet nie wyprowadziła się z pokoju, który współdzieliła przez większość życia z młodszą siostrą. Od lat pracuje, jest niezależna finansowo, a jakiś czas temu związała się z uroczym i równie samodzielnym mężczyzną – ale nie zamierza wyprowadzać się od rodziców. Nie zamierza wprowadzać się do nowego mieszkania swojego chłopaka.
Jak twierdzą inni domownicy – wszystkich doprowadza to do szału.

Wyprowadzka z domu – kiedy trzeba to przeżyć?

Tak się ostatnio złożyło, że spędziłam w domu rodzinnym dwa tygodnie. Pozostałam w rodzinnej miejscowości, w tym samym jednorodzinnym prlowskim klocku, w jakim mieszkają moi rodzice i jeszcze niepełnoletni brat. Moja mama po raz kolejny podjęła próbę rozmowy na temat mojego ponownego zamieszkania w domu w jakim się wychowywałam. Nie rozumiała dlaczego powiedziałam, że nie ma takiej opcji.

Wyprowadzka z domu
Kiedy jest czas wyfrunąć z gniazda?

Tłumaczę Monice, że kiedy zamieszka się samemu – spróbuje się żyć samemu i po swojemu, to cała twoja życiowa perspektywa ulega niesamowitej zmianie – powiedziała mi Marta.

Nagle musisz o wszystko zadbać – o rachunki, płyn do mycia naczyń i proszek do prania. Ale to jest właśnie najlepsze i jak się okazuje – wcale nie takie straszne. I nie rozumiem, jak można nie chcieć tego spróbować.

Dom rodzinny vs. stężenie kobiecej gospodarności na metrze kwadratowym…

Od jakiegoś czasu zastanawiałam się nad tym tematem. Moja wyprowadzka z domu rodzinnego nastąpiła od razu po maturze. Zamieszkałam w Warszawie ze starszą o 10 lat siostrą cioteczną i przeżywałam prawdziwe katusze. Nie wiedziałam do końca dlaczego… Dopiero gdy kilka lat później zamieszkałam na własnych 27 metrach kwadratowych, w swojej kawalerce – zaczęłam pojmować, że w pewnym wieku stężenie kobiecej gospodarności na jednym metrze kwadratowym musi być bardzo ostrożnie dawkowane.

Jak się okazało – do tego samego wniosku doszła Marta.

Awantura idzie o ustawienie przypraw w kuchni, głupie ozdoby wieszane na drzwiach i przestawianie mebli – zaczęła wymieniać Marta, a ja miałam wrażenie jakbym słyszała swoją własną historię z przeszłości – każda kobieta chce po swojemu i z jednej strony obie mają do tego prawo…

Zanim zamieszkałam sama i zanim zaczęłam być panią we własnej kuchni i własnej łazience, też toczyłam z mamą bitwę. O głupie rzeczy – bo mi zaczął podobać się inny zapach płynu do płukania tkanin i wolałam jak poduszki w salonie są inaczej ułożone. Chciałam mieć świeczki stojące na stole w kuchni i mąkę przesypaną do ładnie wyglądającej puszki. Chciałam budować swoje i było to znacznie silniejsze ode mnie.

Wyprowadzka z domu
Mamo, pozwól mi “samej”

Na swoim, czyli wymarzona wyprowadzka z domu

Instynkt budowania domu jest jak instynkt macierzyński. Pojawia się znikąd i kiedy go ignorujesz – daje Ci w kość.

Pamiętam, że mój pierwszy odruch związany z wiciem własnego gniazda pojawił się tuż przed końcem liceum. Wyprowadzka z domu zaczęła śnić mi się po nocach. Marzyłam o zielonej kanapie, pokoju z ciemną podłogą i obrazkach na ścianie. Chciałam sama wybierać obrus i ściereczki, wieszać firanki i odkurzać dywan. Wtedy to wszystko zdawało się być bardzo nierealne i bardzo odległe. To prawda – wydarzyło się daleko później, bo grubo po 20 roku życia. Okazało się, że zmywanie, sprzątanie i utrzymanie swoich 27 metrów kwadratowych zaczęło mnie trochę pochłaniać. Oczywiście – na początku było strasznie. Ale było również pięknie!

Wyprowadzka z domu
Kobieca walka o terytorium?

Kobiety są terytorialne. Nic na to nie poradzisz…

Mam 29 lat. Obecnie moja mama odwiedza mnie raz na dwa lata. Przyjeżdża na weekend i twierdzi, że jest jej dziwnie kiedy nie wie gdzie trzymam widelce, ścierki kuchenne i ręczniki. Pamiętam kiedy odwiedziła mnie po raz pierwszy i przez cały dzień przeżywała, że nie mam dużego garnka na zupę. Pewnego dnia w końcu przywlokła ze sklepu garnek – taki duży, abym mogła rodzinnie gotować rosół. To był chyba pierwszy najpoważniejszy przedmiot jaki dostałam będąc na swoim.

Moja mama chyba pogodziła się z tym, że jesteśmy oddzielnymi i różnymi tworami. Oddzielnymi i różnymi kobietami.

Dlatego, mamo – mimo wszystko nie zamieszkam w domu rodzinnym, bo będę tylko cierpiała.
I dlatego radziłabym każdej kobiecie podjęcie próby wyfrunięcia z gniazda.


Zdjęcia: Ray Hennessy on Unsplash
ANDRIK LANGFIELD PETRIDES on Unsplash
Elijah Boisvert on Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *