To tylko zadanie rekrutacyjne

Ta historia dotyczy mojej koleżanki i pewnej warszawskiej – niewielkiej firmy, która poszukiwała copywritera do tworzenia scenariuszy filmów reklamowych. Oni – znaleźli, a ona…? Ona znalazła kolejne zadanie rekrutacyjne i…

Spokojnie, to tylko zadanie rekrutacyjne…

Nie mam nic przeciwko zadaniom rekrutacyjnym. Są jak casting do roli, przesłuchanie, czy casting na współlokatora. Zwykła próba lepszego zapoznania się. Patrycja też tak uważała. Szukała pracy – zajęcia które pozwoli jej rozwinąć skrzydła, da (no jakby nie patrzeć też się o tym myśli) pieniądze aby móc samemu się utrzymywać i sprawi, że nie będzie się nudziła. Patrycja cierpi czasem na niedobór adrenaliny i nie lubi się nudzić.

Do poszukiwania pracy Patrycja podeszła jak zdeterminowany człowiek, który wie czego chce. Jeśli znalazła ofertę, która patrzyła na nią przyjaźnie z ekranu komputerowego – wysyłała swoje niebrzydkie CV. Nawet miała to szczęście, że firmy dość szybko się do niej odzywały (naprawdę to CV pełne różnych doświadczeń było niebrzydkie), zapraszały na rozmowę i czasami proponowały zadania rekrutacyjne, które Patrycja z radością w sercu robiła.

Firma B. również zaprosiła ją na rozmowę. Wieżowiec, przedsionek warszawskiego mordoru, miła pogawędka, obiecująca atmosfera. Designerskie marynarki pań po drugiej stronie stołu, drogie buty i torebki. Oczywiście, że chcieli, żeby zrobiła dla nich zadanie rekrutacyjne. Jasne – nie ma problemu, to taki drugi etap rekrutacji. Chcieli zobaczyć jak pisze, jak myśli, jakim jest człowiekiem.

 – Jasne, nie ma problemu – odpowiedziała i dostała brief od klienta i dedlajn. Usiadła więc na tyłku i zrobiła, rozwikłała briefowe sudoku, pomyślała i napisała. Nie było źle.

Kiedy Patrycja opowiadała mi o tej całej sytuacji w październiku nawet zadałam jej znane wszystkim poszukującym pracy pytanie:
 – Czy się odzywali?
– Nie 
– odpowiedziała Patrycja.
W sumie zaraz miała jakąś małą chałturę, zajęła się innym zadaniem rekrutacyjnym i nawet nie poruszyła ją świadomość milczenia ze strony firmy B. W końcu jest dużą dziewczynką, która zna życie i płakać nad takimi rzeczami nie będzie.

Spokojnie, to tylko zadanie rekrutacyjne
Spokojnie, to tylko zadanie rekrutacyjne..

Kiedy wypada odezwać się do potencjalnego pracownika w procesie rekrutacyjnym…?

Przed świętami Bożego Narodzenia dostała jednak maila od owej firmy B.

Okazuje się, że bardzo im się podobało jak wypełniła swoje zadanie, tekst wszystkim się spodobał, koncepcja super, wszystko asap poszło do klienta, no ale przetarg nie został wygrany i too bad.

Kiedy Patrycja mi to opowiedziała nawet wyrwało mi się, że to trochę słabe nie odzywać się przez dwa miesiące, a później wyskakiwać z taką wiadomością. Ale ja tam jestem idealistką – dodałam. Prawdą jest, że lubię załatwiać sprawy po ludzku.

Patrycja zadzwoniła do mnie dwa dni temu. Okazuje się, że firma B. wykonała telefon w jej stronę. Znowu jest brief, przetarg, asap, dedlajn na za dwa dni i ogólnie przecież ona taka zdolna, pomysłowa i super doświadczona.

Znaczy wjechali dziewczynie na ambicję.

Spokojnie, to tylko zadanie rekrutacyjne
Najlepiej za darmo i do portfolio…

Czy zadania rekrutacyjne się kiedyś skończą?

Zapytałam ją ile firma B. zamierza jej zapłacić za taką masę roboty w tak krótkim terminie (szczerze powiedziawszy wręcz ledwie możliwej do wykonania…). Patrycja odpowiedziała, że o pieniądzach nie było mowy no bo tutaj koncepcja, brief, super pomysł i ogólnie super, super, super.

Na szczęście Patrycja napisała maila do firmy B. z zapytaniem jak to rozwiążą w kwestii finansowej. Firmie B. nagle zabrało kilka godzin na odpowiedź. Byli bardzo zdziwieni, że chce rozmawiać o pieniądzach. Patrycja pomyślała, zadzwoniła do mnie, ja pomyślałam i ustaliłyśmy dość rozsądną stawkę (biorąc pod uwagę, że wszystko jest przed przetargiem). Może połowę teraz, a połowę po wygraniu przetargu? – pomyślałyśmy razem.

Mail poszedł. Patrycja napisała w nim, że praca którą ma wykonać jest naprawdę kolosalna, nie będzie pracowała za darmo i wcześniej – owszem przygotowała już jedną koncepcję, ale była to sprawa zadania rekrutacyjnego. Teraz jest inaczej i hej, to chyba nic złego rozmawiać o wynagrodzeniu za pracę. Biorąc pod uwagę, że firma B. nie jest początkującym startup’em, a firmą która już troszkę istnieje na rynku. W sumie to w każdym przypadku normalnym jest rozmawianie o wynagrodzeniu za pracę.

I od tego momentu od firmy B. Patrycja nie otrzymała żadnej odpowiedzi. Widocznie, to już było dla nich za dużo. Może przygniotły ich te zadania rekrutacyjne, przetargi, asapydedlajny.

Szkoda – powiedziała mi przez telefon – A w nocy wymyśliłam taką fajną rzecz, którą można by użyć do tego spotu reklamowego. Szkoda, w sumie. W sumie to nawet mogłabym im to zrobić za darmo, bo spodobał mi się mój własny pomysł. Ale przecież nie odpisali, to co mam się narzucać?
Oczywiście, że nie. Lepiej nie wpaść na listę warszawskich jeleni, które pracują za darmo.

Patrycji chyba się zrobiło przykro, ale wiem że zaraz znajdzie sobie nowe zajęcie i poświęci temu całą swoją energię. Na dodatek ta dziewczyna ma tak, że jak się zirytuje i pomyśli o kimś źle, to zaraz temu komuś dzieje się krzywda. Mam nadzieję, że firma nie zbankrutuje.

Zdjęcia:
Bench Accounting on Unsplash
Joey Sforza on Unsplash
Bethany Legg on Unsplash

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *